Sinus i Cosinus

Internet wszystko ci powie. Na YouTube i Fb pełno jest różnych filmików. Z żeglarskiego życia też. Wielu pokazuje swoje życie na jachcie. Polacy też nie zostają w tyle. Ci ostatni czasami umiaru nie mają i dzielą się wszystkim, co tylko zaświta im w głowach. I tak bez końca…

Takie małżeństwo na przykład. Publikuje filmik z apelem o wsparcie, bo ich jacht zatonął. A przecież wszystko zrobili jak trzeba. Najęli profesjonalnych skipperów, by go przeprowadzili do jakiegoś portu w Chorwacji. Po drodze mieli awarię silnika. Trochę przywiało – jak to czasem bywa na Adriatyku. Gdzieś koło siedmiu, ośmiu stopni w skali Beauforta. Właścicieli i armatorów w tym czasie na pokładzie nie było. Znają tę historię tylko z relacji fachowej załogi. Tak też ją opowiadają na tym filmiku. Załoga skupiła cały swój wysiłek na naprawie silnika. Chcieli tylko szybko znaleźć się w porcie. Brzeg niedaleko, do portu też blisko. Problem tylko taki, że płynąć nie potrafią, bo silnik nie działa. Cóż począć? Przez radio wzywają pobliską marinę, by ta przysłała po nich motorówkę, która na holu wprowadzi ich bezpiecznie do mariny. Niestety, w marinie motorówki nie mieli. Dysponowali tylko pontonami. Dobrymi w porcie, a nie na taką pogodę. Żeglarze za wygraną nie dają i dalej na 16. kanale pomocy wzywają. W końcu taka przybywa. Jacht, czy pobliski kuter jakiś. Nie pamiętam, bo i tak nie ma to specjalnego znaczenia. Znaczenie mają manewry wzięcia ich jachtu na hol. Te w każdym sztormie i przy dużej fali nigdy bezpieczne nie są. Efekt jest taki, że ich jacht, podczas tych manewrów zostaje poważnie uszkodzony. Z dziurą na burcie już nie nadaje się do dalszej żeglugi i ostatecznie tonie. Załoga zostaje uratowana. To zdarzyć się nie musiało! Wystarczyło tylko olać awarię silnika. Jachty żaglowe to do siebie mają, że ich głównym napędem są żagle właśnie. Silnik jest tylko napędem pomocniczym, przydatnym w manewrach portowych. Do żeglugi w sztormie kompletnie się nie nadaje. O tym zdaje się zapomniała tamta załoga. I o czymś jeszcze. O tym, że w sztormie najbezpieczniej jest z dala od brzegu. Trochę teorii żeglowania, praktycznych umiejętności równoważenia środka ożaglowania z środkiem bocznego oporu i wyszliby z tego bez szwanku!

Inne małżeństwo, od lat mieszkające na Karaibach, sprowadziło swój trimaran, na remont do Polski. Ładna i sympatyczna żona, od lat mieszkająca i żyjąca z dziećmi na jachcie, ciągle nie może przyswoić prostej, żeglarskiej nomenklatury. Dalej myli pokład rufowy z kokpitem. On, były pilot pasażerskich Boeingów w zagranicznych liniach, chwali się na YouTube, jak to kiedyś sztauował pływaki swojego trimarana. Podczas jachtingowej, plażowej żeglugi z jednej karaibskiej wyspy na drugą, pływaki trimarana tak brały dziobem wodę, że o mało nie zatonęli. Naiwnie myślałem, że piloci pasażerskich samolotów muszą dysponować dużą, matematyczną wiedzą i znajomością praw fizyki, że o termodynamice nie wspomnę. I wyważenie samolotu nie ma dla nich tajemnic. A tu proszę, proste wyliczenie środka ciężkości pływaka własnego trimaranu dla takiego pilota okazało się za trudne. I jeszcze z dumą tym się chwali w internecie. Pociecha taka, że teraz pływa swoim jachtem i już nie lata. Teraz, gdy remont tego trimarana ma się ku końcowi pyta swoich subskrybentów, czy zmieniać silnik diesla na elektryczny. To akurat ciekawe pytanie jest i może w tym wirtualnym świecie znajdzie się jakaś dobra rada. Gorzej, że pan pilot ilustrując to pytanie dalej zdaje się nie rozumieć stabilności jachtu na wodzie. Zagadnienie, które o mało co wcześniej nie skończyło się dla nich nieszczęściem, gdy fatalnie zasztauował pływaki swojego trimarana, jest dla niego nieistotne. Dla niego umiejscowienie i waga silnika, czy też dwóch dodatkowych elektrycznych, na lekkich pływakach, nie jest ważne. Nic się nie liczy, nawet odległości od rufy. Wystarczy, że będą. Prawoskrętne, czy lewoskrętne, też nie ma znaczenia. Jego pytanie brzmi: wstawiać i je montować, czy nie? Dla niego matematyka i fizyka się nie liczą. Liczy się tylko wygoda!

Ostatnio ktoś napisał na Fb: „Czy komuś przydał się w życiu sinus i cosinus?”

Odpowiadam: Mnie się przydał. Nauczył mnie logicznego myślenia. I robi to codziennie, każdego dnia. I tak już mam od lat. Polecam każdemu żeglarzowi. Przydaje się na każdej wodzie: rzece, stawie, jeziorze, morzu i oceanie.

Stopy wody pod kilem – tego wam życzę, w sezonie 2022.

Warszawa, 29. Czerwiec 2022. – Andrzej Jaźwiński