Ptasi grajdołek – czyli Boat Show 2022.

Powiało nowymi trendami. Firma handlująca ciuchami rozwinęła się w Centrum Ptak Expo. I teraz handluje targami. Tak zadebiutowało Boat Show 2022 w nowym wydaniu. Targi odbyły się w Nadarzynie pod Warszawą w dniach od 3 do 6 Listopada. I pojawiło się nowe. Dni dla profesjonalistów, których wcześniej nie było. Wystarczyło się zarejestrować na stronie internetowej, by w czwartek i piątek można było korzystać za free.

Czasu było na to aż nadto. W dwóch halach wiało pustką i beznadzieją. Przeważały rodzime produkcje. W większości już bardzo opatrzone na polskim rynku. Nowości prezentowali głównie polscy dealerzy uznanych, zagranicznych marek. Tutaj brylowała fińska marka Saxdor, którą reprezentowała polska firma Super Yachts. To akurat nie dziwi, bo mają oni w swojej ofercie wiele uznanych marek. Od Moody poczynając, a na Hanse i Amelu kończąc. Dziwi, że po sukcesach w Cannes i w Gdyni w ogóle chciało im się tutaj przyjechać. I zamienić elitarny świat eleganckich jachtów na prowincjonalny Nadarzyn.

Tak, wiatr prowincjonalizmu czuło się tu na wielu stoiskach. Nawet nowy eco-trend elektryczności nie był wstanie tego zmienić. Przyjechało kilku takich ze swoimi eco-produktami. Na przyczepie łódka o ciekawych, klasycznych kształtach. W środku ciężkie, litowe baterie. Na rufie standardowe, domowe panele fotowoltaiczne, a za rufą silnik elektryczny o mocy 3,0 kw., kupiony na stoisku obok. I to wszystko ma sprawić, że ten mały silniczek uciągnie ten ciężar na każdej rzece i każdym prądzie. O tym właśnie usiłowały mnie przekonać dwie przemiłe panienki. Bo fachowca, który to wyliczył oczywiście nigdzie nie było.

Takich przemiłych treli spotkałem tam wiele. Ptaszki ćwierkały o tym i owym. Byle tylko zanęcić i zachęcić do swojego produktu. Azaliż gdy przychodziło do konkretów, odlatywały w poszukiwaniu kompetentnej pomocy. I czasem taka się pojawiała. Gorzej bywało z wiedzą i fachowością. Proste pytanie o kategorię żeglugową okazywało się zbyt trudne dla takiej osoby. Lecz najbardziej zadziwił mnie pewien redaktor. Poczuł się „zrugany jak bura suka”, bo jakiś autor śmiał upomnieć się o swoje prawa. Banalna sprawa. Redaktor zrobił „kopiuj i wklej” z felietonu autora. I był mocno zdziwiony jego oburzeniem. Redaktor robi tak przecież od lat, wycina i wkleja jak mu odpowiada. A każdy, kto tylko coś mu napisał ma być przeszczęśliwy, że redaktor łaskawie to wydrukował. Problem w tym, że tym razem autor niczego dla niego nie pisał. Lecz Wiatr swoje wie i wieje jak mu pasuje. Okazuje się, że ta metoda jest normą ich redakcyjnej roboty.

Na szczęście jest jesień i stare ptaki odlatują do ciepłych krajów. Cała nadzieja w tym, że wiosną przylecą nowe i może uda im się przewietrzyć ten prowincjonalny grajdołek.

Andrzej Jaźwiński Warszawa, 07.11.2022.