Virtual Nautic 2021 w Paryżu

Czas pandemii i czas lockdownu. A jednak, w dniach 12 i 13 marca 2021 odbyły się pierwsze, żeglarskie targi w Europie. Podczas gdy branża wystawiennicza przeżywa prawdziwy horror znaleźli się tacy, którzy się nie poddali. Francuzi wpadli na pomysł by ożywić tę branżę i po raz pierwszy zorganizowali imprezę targową w wirtualnym świecie. Tak – Virtual Nautical 2021, który miał swoją premierę w drugi weekend marca dostępny był tylko on-line.

Francuska Federacja Przemysłu Żeglarskiego postanowiła odpowiedzieć na odwołane w 2020 roku, z powodu Covid 19 Nautic de Paris, konkretnym działaniem. I w tym roku zamiast dorocznych, żeglarskich targów w Paryżu odbył się największy wirtualny pokaz jachtów i łodzi oraz wszystkiego co wiąże się z tym przemysłem. Były wszystkie liczące się na francuskim rynku marki żeglarskie. Od wiodących stoczni jachtowych z „żeglarskiego zagłębia” okolic La Rochelle, jak: Defour, Fontaine Pajot, Lagoon, Catana, Outremer i Nautitech czy też Jeanneau i Boneteau. Pojawiły się również i zagraniczne brandy: Leopard Catamarans, Bavaria Yachts, Bali, Mercury Yamaha i ZAR Formeti konkurujący z francuskim Zodiakiem. Całość przypominała bardziej nasze, swojskie „Wiatr i Woda” niż europejskie salony wystawiennicze w Cannes, Barcelonie czy Genui.

Jest nadzieja, że to się jednak niedługo zmieni. Już na przełomie kwietnia i maja planowany jest Boat Show La Grande Motte, gdzie magazyn Multi Hull ma ogłosić zwycięzców Multi Hull of the Year. Póki co nic nie wskazuje by ta impreza miała być odwołana.

Tymczasem, w cieniu realnej rywalizacji o Puchar Ameryki w Nowej Zelandii, pomiędzy Team New Zeland, a Luna Rosa Prada, musimy zadowolić się wirtualną imprezą w Paryżu.

Powiedzieć, że targi te cierpią na wszystkie dolegliwości noworodka, to powiedzieć mało. W moim przypadku nic nie działało, tak jak miało. Miało być narzędzie do komunikacji z wystawcą – nie było. Cóż z tego, że login do platformy targowej zadziałał prawidłowo. Mogłem tylko zobaczyć listę około 150 wystawców wraz z planem wirtualnej hali targowej. Mogłem obejrzeć uroczystość otwarcia, lecz już nie mogłem dotrzeć na konkretne stoisko. Miała być specjalna aplikacja do poruszania się po halach targowych – nie dotarła. Dostępna była tylko ta lista wystawców wraz z ich wirtualnymi prezentacjami.

Pociecha taka, że to ostatnie dostępne było tylko dla odwiedzających, czyli takich jak ja, którzy zostali zaproszeni, bądź wykupili bilety targowe. A zwiedzających miało być ponoć około 30 000. Każdy z nas miał wydzielony czas takich odwiedzin, by system mógł to wytrzymać. Okazało się, że nie wytrzymał i organizatorzy, w specjalnych komunikatach przedłużyli czas odwiedzin o kilka godzin. Nie pomogło.

By dowiedzieć się o nowościach i trendach trzeba było zdać się tylko na prezentacje wystawców zamieszczone na tej targowej platformie. Tu jednak kolejna niespodzianka. Okazało się, że wielu z nich nie do końca było przekonanych do takiej, wirtualnej formuły targowej. Jedni zdali się na organizatorów i uznali, że nie muszą nic robić skoro mają zapewnione narzędzie do komunikacji z klientem podczas trwania targów. Drudzy, z zasady wiodące marki, już od jakiegoś czasu mają przygotowane takie wirtualne prezentacje swoich produktów, które cały czas są widoczne na ich stronach internetowych. I nie potrzebują do tego dodatkowej, wirtualnej platformy.  Tę wykorzystali by zainteresowanego bezpośrednio przekierować na swoją stronę.

Efekt taki, że aby coś ciekawego z tego wyłuskać trzeba było się trochę postarać.    Nie tyle szukać wirtualnego stoiska wystawcy, jak to bywa na tradycyjnych targach. Aplikacja do tego stworzona przecież nie działała. Możliwe było tylko korzystanie z listy wystawców, która kierowała bezpośrednio do jego własnej strony internetowej.   I to wszystko w reżimie czasowym. W takim, jaki przydzieli ci organizatorzy. Bo choć inne narzędzia komunikacji nie działają, to nadal jesteś zalogowany jakbyś był pełnoprawnym uczestnikiem tego wydarzenia. I nadal obowiązuje cię przydzielony ci czas. Po terminie lista wystawców znika, tak jak i ty. I przestajesz być uczestnikiem tego eventu. Zwiedziłeś i zobaczyłeś, teraz następny w kolejce proszę. Czy ten kolejny też miał takie problemy jak ty? Tego się już nie dowiesz. Zostałeś wylogowany – twój czas minął. Tak to działało wtedy, kiedy tam byłem w sobotę, w Paryżu na „Virual Nautic 2021”.

Co nieco udało mi się jednak zobaczyć. To, że duże firmy na nadchodzący sezon wystąpiły ze swoimi flagowymi projektami nie dziwi. I tak, Lagoon prezentował swój 55 stopowy katamaran, Boneteau 62 ft., motorowy Grand Trawler, Bawaria: jachty z serii C, o podobnej wielkości 38 i 42 ft. Z dużych, francuskich firm tylko Dufour i Fountaine Pajot byli tam jakby nie do końca obecni. Wirtualną przestrzeń stoiska zagospodarowali tak, jakby nie byli pewni skuteczności takiej formuły. Postawili na minimalizm i po prostu odsyłali odwiedzających bezpośrednio na swoje strony internetowe. Miało się wrażenie, że cała ich energia targowa skupia się na zbliżających się La Grande Motte Boat Show, które mają się odbyć na przełomie kwietnia i maja.

Taka strategia pozwoliła zaistnieć innym, mniejszym lub nowo powstałym, francuskim firmom. Taką z nich jest Windelo, która swój pierwszy katamaran zwodowała zaledwie pół roku temu, we wrześniu 2020., a drugi dwa tygodnie przed Virtual Nautic 2021.    I to ten drugi jest pierwszym tej firmy jachtem ekologicznym.

Firma stawia na innowacyjność w każdym znaczeniu:projektowym, technologicznym, materiałowym i ekologicznym. Tworzą ją ludzie zrodzeni z pasji żeglowania. Założycieli Oliwiera i Gautiera Kauffmann (ojca i syna) wspiera doświadczony team, w którym obok inżynierów i architektów francuskiej marynarki wojennej jest miejsce i dla badaczy ekologicznych. Przełomowym momentem dla tej firmy okazało się nawiązanie współpracy z Jean Pierre Prade – wcześniejszym założycielem Catany.

Tak Pierre mówi o tej współpracy:

Spotkanie z Olivierem i Gautierem było dla mnie miłym zaskoczeniem, od prezentacji ich projektu dostrzegłem wszystkie składniki sukcesu, doświadczenie w zarządzaniu biznesem, ale z uspokajającą skromnością, troską o stworzenie zespołu najlepszych ekspertów (uśmiech) i prawdziwe wysłuchanie ich opinii.

W trakcie spotkań dyskusje ożywiły moje wspomnienia o powstaniu, a następnie o rozwoju Catany. Te same motywacje, to samo dążenie do doskonałości. I ta sama śmiałość zabarwiona skromnością, którą mieliśmy na początku projektu.
Windelo koncentruje się na produkcie; linia wysokowydajnych katamaranów zbudowanych przy użyciu najnowocześniejszych technik.
Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale wierzę, że sukces dobrej łodzi bierze się z pasji do morza z chęcią połączenia komfortu, bezpieczeństwa i osiągów. 

Tu na nowo odkrywam tę pasję, a dziś to, co mnie podbiło, to troska o zachowanie przyrody, zarówno w dobranych materiałach, jak i metodach produkcji.”

O co chodzi z tą ekologią i innowacyjnością? Jak to się robi w Windelo?

Zaczęli od budowy ekologicznej fabryki, która integruje procesy oszczędzania wody i energii oraz sortowania odpadów. Nie produkują jachtów, tak powszechnie stosowaną metodą z kompozytów PCV. W Windelo wykorzystuje się naturalne włókna bazaltowe. Począwszy od projektu, technologii, a na produkcji kończąc. W przeciwieństwie do popularnego włókna szklanego, bazalt ma wyjątkową odporność na ogień i chemikalia, a także wyższe właściwości mechaniczne. Swój pierwszy tak wyprodukowany, ekologiczny katamaran nazwali ambitnie Hakuna Matta.

Przyjrzyjmy mu się bliżej. Ekologię zapewnia mu użyty do produkcji bazalt i pianka PET. Innowacją ma być połączenie wydajności w żegludze oceanicznej z komfortem na pokładzie. Służyć ma temu kokpit dziobowy umieszczony u podstawy masztu i skupiający wszystkie manewry. No dobrze ale taki kokpit spotkamy też w katamaranach marki Leopard. Tyle tylko, że tam służy on wyłącznie do obsługi żagli, a tutaj mamy pełną opcję, łącznie z kołami sterowymi. Komfort podczas wszystkich manewrów zapewnia przeszklona nadbudówka. Manewry kotwiczne ułatwia odchylany otwór w tylnej części gondoli. Na tym samym poziomie zabudowanego kokpitu znajdziemy jeszcze podwójną kabinę. To duże ułatwienie dla skippera czy wachtowego podczas nocnej żeglugi czy czuwania na kotwicowisku. To rzeczywiście innowacyjne rozwiązanie, kosztem wygodnego salonu, tak powszechnego w przybrzeżnym jachtingu. No ale mówimy tutaj o jachcie oceanicznym w którym bezpieczeństwo, a nie imprezowanie jest priorytetem. Ekologiczny charakter tej jednostki uzupełniają panele słoneczne. To akurat jest już standardem u większości producentów. Lecz zastosowanie elektrycznych silników manewrowych, zamiast powszechnie używanych silników diesla, już nie. Tutaj mamy napęd hybrydowy o mocy 2 x 20 kW. Sam jestem ciekaw jak to się sprawdzi przy manewrach przy silnym wietrze i prądzie.

Czy rzeczywiście Hakuna Matta okaże się jachtem pozbawionym problemów i zmartwień, jak wskazuje jego nazwa? O tym przekonamy się niebawem. Jacht w całości ma być prezentowany w realu już podczas La Grande Motte Boat Show. Potem próby i testy morskie, by jesienią rozpocząć swą pierwszą przygodę na Atlantyku.

Cóż, okazało się, że pomimo trudności technicznych i błądzenia po wielu targowych stoiskach, takich jak: Franck Roy Yachts, RM Yachts, Quicksilver, X-Yachts, ZAR Formeti i wielu innych, warto było być na Virtual Nautic 2021 – choćby po to, by poznać pasjonatów z Windelo-Ocean Future.

Andrzej Jaźwiński